emiliamaciejewska.pl

sprzątanie bibelotów
Minimalizm

Idzie wiosna i…sprzątanie!

Sprzątanie niezaprzeczalnie kojarzy się z wiosną. Już w minionym miesiącu zaczęłam. I nie było to zwykłe ścieranie kurzy tam, gdzie już naprawdę trzeba to zrobić. Wyniosłam z domu całkiem sporo rzeczy. I czuję się naprawdę świetnie. Oto jak do tego doszło.

Historia jednej książki (dość długa)

Wszystko zaczęło się znalezienia bloga Simplicite, na który trafiłam przez zdjęcie koleżanki na Instagramie. Podczas lektury przypomniał mi się tytuł książki, której recenzję kiedyś czytałam. Zachęcona wpisami i uzbrojona w tytuł ruszyłam do Empiku. Nie znalazłam co prawda tego, po co przyszłam, ale wyszłam z Magią Sprzątania autorstwa Marie Kondo.

To był przełom.

Ta książka to prawdziwy radar na problemy, z którymi sprzątanie na pierwszy rzut oka niewiele ma wspólnego. Nie jest klasyczny to poradnik jak zostać Perfekcyjną Panią Domu, więc nie znajdziecie tam rad jak skutecznie wyczyścić srebro czy stu sposobów na komfortowe ułożenie materiałów biurowych w szufladzie. Dostaniecie natomiast wskazówki jak spośród posiadanych przez siebie rzeczy wybrać te, których naprawdę potrzebujecie. Albo raczej – jak pisze autorka – rzeczy, które sprawiają Wam radość. Biorąc książkę z półki nie sądziłam, że będzie mi się ja tak przyjemnie czytało. Spodziewałam się rad jak uporać się z nadmiarem rzeczy, który od jakiegoś czasu mnie przytłaczał. A jednak dostałam coś innego.

Sprzątanie nie porządkuje rzeczy?

Rzeczy przytłaczały mnie do tego stopnia, że każde sprzątanie było małą katastrofą. Rzeczy zaczęły być moim wrogiem a ogromny spokój odczuwałam tylko wtedy, gdy udało mi się je ułożyć w szafkach poza zasięgiem wzroku.  Jak się okazało po lekturze jest to podstawowy błąd osób, które chcą zachować porządek. Tym, co na niego wpływa nie jest bowiem doskonałe opanowanie metod magazynowania rzeczy, a redukcja ich liczby do poziomu, przy którym każda z tych „lubianych” ma swoje miejsce i – co ważne – zawsze na nie trafia po tym jak zostanie użyta. Niby nic odkrywczego, ale nie zdawałam sobie sprawy jak wiele rzeczy trzymałam z przyzwyczajenia, by o czymś pamiętać albo dlatego, że „kiedyś się przydadzą”. W tym momencie poczułam, że jest szansa by je bez straty wyrzucić. O to własnie im – tak, rzeczom – chodziło. Żebym dotarła do momentu, w którym wspomnę to jak mi towarzyszyły i się z nimi pożegnam.

Zakręcone podejście do mnie przemawia!

Taką wizję propaguje autorka książki. Każda rzecz w naszym życiu ma według niej swoją rolę. Na początku taki sposób myślenia – traktowanie rzeczy jako bytów z uczuciami, którym winni jesteśmy wdzięczność za ich służbę – wydawał mi się śmieszny. Ale, cholera, coś w tym jest! Przypominanie sobie wszystkich chwil związanych z rzeczami, które zgromadziłam nie tylko było ciekawym doświadczeniem, ale też uświadomiło mi jak wiele się już w moim życiu wydarzyło. Wpadłam więc na pomysł by przed wyrzuceniem zdigitalizować wszystko i utrwalić wspomnienia. I to był kolejny błąd, o którym Kondo w książce wspomina. Digitalizując bowiem nadal gromadzimy. I dalej te biedne rzeczy są uwięzione a my odczuwamy ich ciężar. A więc zasada jest prosta – bierzemy rzecz do ręki i zastanawiamy się czy sprawia nam ona radość. Jeśli nie, pozbywamy się jej. Autorka podpowiada nam również jakie „rodzaje” rzeczy są łatwiejsze do selekcji a więc od których powinniśmy zacząć. Proste? Przekonajmy się!

Sprzątanie trwaj!

Czy wspominałam już, że nie zdawałam sobie sprawy z tego ile bibelotów nagromadziłam? W dwóch mieszkaniach, a więc podwójny problem. Kolejną trudnością była babcia, od której nauczyłam się że „to wszystko się przecież przyda”.  Trudne były te porządki w domu rodzinnym, ale ich dokonałam. W domu obecnym są na finiszu. Przede mną jeszcze sporządzenie list rzeczy, które naprawdę trudno mi wyrzucić – książek, płyt, filmów i kaset magnetofonowych. Zwłaszcza do książek posiadam ogromny szacunek i nie wyobrażam sobie wrzucania ich do kontenera czy też zachowywania wybranych stron jak proponuje autorka. Jednocześnie wiem, że do żadnej z tych rzeczy raczej nie wrócę i nie będzie mi ich brakować, gdy znikną. Trzeba będzie się zdobyć na wysiłek i kontynuować proces oczyszczania przestrzeni.

Wyrzucanie przynosi spokój?

Nie jestem pewna. Dotychczas na pewno przywróciło wiarę w to, że potrafię kontrolować swoją przestrzeń. Porządek wokół to porządek w głowie. Jakoś tak. Wiosenne sprzątanie polecam, książkę też. Zwłaszcza tym, którzy chcą zrozumieć co znaczą dla nich rzeczy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *