emiliamaciejewska.pl

Film

Papierowi gracze w składzie origami

Chcemy być wyjątkowi. Od dziecka słyszymy jednak – mimochodem o tym wspominają choćby rodzice – że musimy nadążyć za standardami. Po cichu liczymy na wyróżnienie jednocześnie próbując dopasować się do tłumu. Niewyraźni jak kartka papieru z której nikt nie zrobi origami.

Tym filozoficznym wstępem chciałabym rozpocząć wpis, w którym podzielę się z Wami swoimi przemyśleniami na temat filmu „Papierowe Miasta”. Filmu na który nigdy z własnej woli bym się nie wybrała i pojawiłam się na projekcji tylko dzięki namowom jednej z dobrych znajomych.

Romanse nie są wartościowe

Oczywiście te na szklanym ekranie. Od czasów dzieciństwa, kiedy zdarzyło mi się rzucić okiem parę razy na Titanica  i czytywać tego typu literaturę (shame on me!) nie obejrzałam romantycznego filmu dobrowolnie. Zawsze był czynnik zewnętrzny który na to wpływał. Albo czytaliśmy te romanse z koleżankami na „okienkach” dla beki, albo były lekturą szkolną. Telewizji unikałam a do kina rzadko chadzałam. Spokojne życie bez pokusy oglądania deprawujących i pozbawiających IQ projekcji. Tak było. W końcu musiałam być poważną, twardo stąpającą po Ziemi młodą osobą. To były jeszcze te czasy, kiedy wmawiałam sobie, że będę naukowcem i żadne związki nie mają szansy się zrealizować. Nie ma szans.

A jednak coś jest na rzeczy…

Stopniowo jak przybywało mi lat, przybywało też doświadczeń zaburzających założenia. Z zaskoczeniem stwierdzam, że miło było powspominać tamte czasy patrząc na bohaterów „Papierowych Miast”. Szalone pomysły, których nic nie przeszkadza zrealizować, paczka przyjaciół która Cię w tym wspiera i pierwsze rozterki miłosne- to zdecydowanie esencja lat szkolnych. Przynajmniej w historiach spisanych na papierze. W „Papierowych Miastach” trafiamy na taki własnie obrazek. Główny bohater – Quentin – zakochuje się w swojej najlepszej przyjaciółce z dzieciństwa. Wszystko byłoby idealnie gdyby nie fakt, że ona ze swoim imprezowym stylem bycia i skłonnością do znikania kompletnie nie interesuje się już dawnym znajomym. Quentin usycha z tęsknoty za wyobrażeniem, które nie chce się stać prawdą. Całość trwa do czasu gdy Margo – bo tak nazywa się główna oś filmu – znika zostawiając mu „wskazówki jak ją odnaleźć”. Rozpoczyna się wielka przygoda, którą bohater filmu i jego przyjaciele będą długo wspominać.

Tylko trzeba się temu bliżej przyjrzeć

Historia poruszona w filmie jest banalna. Sceny są żywcem skopiowane z wielu podobnych utworów. Ale tytułowe papierowe miasta – fikcyjne, niezamieszkane punkty na mapie mające chronić je przed podrabianiem i myśl Margo, że „papierowa dziewczyna musi zamieszkać w papierowym mieście” mogą trafić do młodego widza. Współcześni nastolatkowie miewają problem ze skupieniem się i przetwarzaniem wielu informacji na raz czy odbiorem „głębszych wzniosłych treści”, które mógłby zawierać ten film. Patrząc przez pryzmat grupy docelowej dla jakiej tworzone były Papierowe Miasta trudno nie zgodzić się ze stwierdzeniem, że nastolatkom film musi przypaść do gustu. Dla widza starszego – nawet dla mnie choć pamiętam jeszcze dość żywo czasy rozpoczynania studiów –   będzie on tylko czasem zabawny, momentami żenujący a przede wszystkim zbyt mało złożone problemy zaprezentuje.

Czas nas zmienia. Nasyćmy papier życiem i składajmy z niego coraz to nowsze origami.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *