Zmieniasz świat i nikt tego nie widzi

Zmieniasz świat i nikt tego nie widzi

Wprowadzasz duże zmiany. Ich skala jest taka, że już na pewno nie jesteś taki jak kiedyś. A jednak dla otoczenia nadal pozostajesz tą sama osobą. Frustruje Cię to, choć to przecież całkiem naturalna kolej rzeczy.

Jakiś czas temu w zasięgu mojego czytelniczego horyzontu pojawił się jeden niezwykły pod względem trafności artykuł. Dotyka on dość istotnego problemu dokonywania zmiany i tego czy otoczenie postrzega to jako pozytywną zmianę. Oczywistym dla nas jest, że jeśli coś w swoim działaniu zmieniamy, to ma to swoje uzasadnienie i zazwyczaj służy usprawnieniu jakiegoś procesu.  Co jednak, gdy inni tego nie rozumieją i odsuwają się od nas?

Dokąd prowadzi działanie pod publikę?

Lubimy czuć się potrzebni i zbierać pochwały. Sytuacje, gdy coś nam wychodzi i otoczenie to docenia, to jedne z najwspanialszych chwil dla wielu z nas. Motywują nas one by robić jeszcze więcej i dają mocnego kopa. Co jednak, gdy jest ich deficyt a cały splendor spada na kogoś innego, kto na dodatek jeszcze w naszej opinii do pięt nam nie dorasta? Osobista tragedia to fraza dość trafnie opisująca to doświadczenie. Jak więc być zadowolonym i czuć się dobrze bez „ochów” i „achów” osób dookoła? Jest na to jeden sposób.

Bądź wobec siebie uczciwy

Jeżeli oszukujesz się i łamiesz dane samemu sobie słowo to trudno byś czuł się komfortowo. Ta rada jest kluczowa dla dobrego samopoczucia. Ważna zwłaszcza w kontekście nadchodzącego końca roku i popularnego robienia podsumowań oraz postanowień na kolejny taki okres. Realne spojrzenie na to, czy to czego się podejmujemy naprawdę nas cieszy to remedium na rozczarowania i smutek. Dlatego zanim cokolwiek postanowisz, zastanów się uczciwie – po co Ci to i co powoduje, że chcesz do tego dążyć? Jeżeli da Ci to radość i robisz to z głębokiej potrzeby serca to działaj. Tylko tyle i aż tyle.

A ludzie niech gadają!

Podobno nie ważne co mówią, ważne by mówili.  Ja zgadzam się jedynie z pierwszą częścią tego zdania. Nieważne co ktoś powie na temat moich decyzji. Są one moje i jeśli się pomylę, będę dźwigać ciężar porażki. Wolę jednak podjąć ryzyko niż myśleć co by było gdyby i ulegać presji otoczenia, które nierzadko żyje w strachu przed zmianą. Przywołany wcześniej artykuł opowiada o ludziach, którzy naruszali status quo. Gdyby tego nie zrobili dzisiejsza rzeczywistość byłaby pewnie zgoła odmienna. Nie twierdzę tu, że każdy z nas jest w stanie i dokona czegoś przełomowego na tak dużą skalę. Ale wiem, że bez podjęcia działania nic się nie zmieni. Nawet wtedy, gdy zmiana będzie niezbędna. Strefa komfortu jest bezpieczna lecz to opuszczenie jej pozwala odkrywać nowe rzeczy.

Spokój to najwyższa wartość

Ryzyko wpisane jest w nasze działanie. Wydawać by się mogło, że bycie spokojnym w tej sytuacji jest absolutnie niemożliwe. Tak jednak nie jest. Tak długo jak jesteśmy przekonani, że sobie poradzimy, tak długo będziemy spokojni o naszą przyszłość.  Podejmując nowe wyzwania wystarczy wsłuchać się siebie i realizować swoje potrzeby. Możecie powiedzieć, że to egoistyczne, ale to nie prawda. Nie możemy dać nikomu szczęścia jeżeli sami nie jesteśmy szczęśliwi. Skupiając się na sobie i realizując się, zyskujemy coś, czym możemy dzielić się z innymi – doświadczenie. Pamiętajcie o tym patrząc w przyszłość i określając cele na 2017.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *