Tytuły #9

Tytuły #9

Miniony miesiąc był czasem czytania spokojnego i oglądania dość oszczędnego. W całości udało mi się przeczytać tylko jedną książkę, a tylko jeden z obejrzanych filmów mogę z czystym sumieniem polecić. Co to takiego? Sprawdźcie sami.

Podobno nie ilość a jakość jest ważna coraz lepiej czuję się dzieląc się skromnymi listami w ramach tego cyklu. Niezależnie od tego jak dużo się u mniej dzieje zawsze znajduję coś, czym mogę się podzielić, więc nie mogę narzekać.

Marzec z dwiema perełkami

Są to nie tyle duże odkrycia co bardziej dzieła, które wzbudziły sporo przemyśleń i urzekły mnie ogromnie.

Nie odstępuj mnie – Elisabeth Strout

Na fali poleceń innej książki Elizabeth Strout, na które natknęłam się na kilku blogach, sięgnęłam po to, co w danym momencie dostępne było w miejskiej bibliotece. I bardzo mi się przygoda z twórczością tej autorki spodobała. Według wydawnictwa Nie odstępuj mnie to „powieść psychologiczno-obyczajowa o życiu, miłości i Bogu”. I rzeczywiście tematy te są tutaj potraktowane z należytą uwagą. Na około 300 stronach powieści poznajemy bowiem historię świeżo ożenionego pastora trafiającego do małego miasta. Opowieść rozpoczyna się w najbardziej dla niego trudnym momencie. Oto bowiem jego ukochana żona umiera a on zostaje sam ze swoimi obowiązkami i dwójką dzieci. Musi więc nie tylko zadbać o wiernych, ale też zająć się wychowaniem córek, dla których śmierć matki jest ogromnym ciosem. Dla autorki jego losy stają się stają się polem do przekazania refleksji o ludziach. Każda z postaci pojawiających się na kartach tej powieści jest żywa i wywołuje emocje, a zachowania jakie przejawia pozwalają zastanowić się „co ja bym zrobił na jej/jego miejscu”. Okazji do takich zatrzymań jest sporo i myślę, że właśnie dlatego lektura powieści Strout zajęła mi kilkanaście dni. Było warto i na pewno sięgnę jeszcze po inną powieść tej autorki.

Nazywam się Cukinia

Film przegapiony na Warszawskim Festiwalu Filmowym a nadrobiony już po Oscarach. Najpiękniejsza animacja jaką dotychczas widziałam chyba. A już na pewno jedna z ciekawszych historii opowiadanych w tej formie. Film opowiada bowiem o chłopcu – Cukinii – który po utracie matki trafia do sierocińca. Przedstawione są w nim zarówno jego relacje z otoczeniem – początkowo niełatwe – jak i postawy nauczycieli czy dalszej rodziny. Oglądanie tej animacji jest więc nie tylko ucztą wizualną – bo strona wizualna Nazywam się Cukinia jest wyjątkowo piękna – ale też doskonałą okazją do przyjrzenia się z bliska problemowi sieroctwa i losów dzieci, których rodzice nie mogą bądź nie potrafią wypełniać wiążących się z rodzicielstwem obowiązków. To także historia o budowaniu pierwszych przyjaźni, którą warto by obejrzeli zarówno dorośli jak i dzieci. Zdecydowanie polecam.

Kwiecień raczej nie zaskoczy

Na pewno nie czytelniczo i nie wizualnie. Obecnie czytam 3 książki o różnej tematyce i szanse na ich dokończenie są duże więc pojawią na pewno w kolejnym zestawieniu. Kina natomiast powoli wchodzą w tzw. sezon ogórkowy i nie pojawi się zbyt dużo głośnych premier. Pewnie więc prędzej wybiorę się na coś, co próbuję obejrzeć od dłuższego czasu a szczęśliwie jest jeszcze grane niż na coś zupełnie świeżego (inna sprawa, że ja zazwyczaj ich unikam i trzeba mnie przekonywać do oglądania filmów mainstreamowych ;).

A jak tam u Was ostatnio?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *