Tytuły #5

Tytuły #5

Listopad minął zdecydowanie za szybko.  Te krótsze i chłodniejsze dni upłynęły mi na nie do końca uświadomionej, ale potrzebnej zmianie jaka się dokonała w moim podejściu do czytania.

W końcu pogodziłam się z tym, że w ramach mojej przyjemności z czytania nie mieści się wielogodzinne czytanie w fotelu oraz czytanie tylko jednej książki na raz. Jak nie miałam problemu z nie kończeniem książek tak ten brak czasu na zasiedzenie – podobno najlepszy sposób relaksu – gdzieś mnie gryzł. Do czasu, gdy zdałam sobie sprawę, że to po prostu nie w moim stylu tak codziennie wieczorami znikać. Efektem tego uświadamiania jest wpis z najkrótszą listą tytułów książkowych.

Jeden to zawsze więcej niż nic

Dokładnie jedną powieść udało mi się skończyć w listopadzie. Trzy inne książki mam w trakcie czytania i niebawem Wam jeszcze o nich opowiem. Przejdźmy jednak do tej właściwej, jednej chyba z ciekawszych współczesnych powieści fantasy, na którą natknęłam się zupełnie przypadkiem skanując wzrokiem w bibliotece półkę z nowościami. Sceptycznie podchodzę do wydawanej współcześnie beletrystyki. Zazwyczaj są to książki mające do zaoferowania niewiele więcej niż znane już schematy odgrywane przez nowych bohaterów. Przyznam, że oczekuję czegoś więcej. Królowie Dary autorstwa Kena Liu, zapewniły mi to „coś”. Ta osadzona w klimacie Orientu powieść to nie tylko pełna wyrazistych  i charyzmatycznych postaci historia pokazująca realia rewolucji i jej konsekwencje. Królowie to również wartka akcja, malownicze opisy i fabuła, która nie nudzi się mimo niemal 600 stron objętości tomu. Tak, to dopiero początek trylogii. Dawno tak się nie cieszyłam z faktu, że jakaś powieść będzie miała kontynuację.

Filmowo było bardzo bogato

W przeciwieństwie do skromnej listy książek, filmów w listopadzie obejrzałam wyjątkowo dużo. Już początek listopada przyniósł dwa tytuły obejrzane podczas Falkonu. Potem skusiłam się jeszcze na dwa wydarzenia filmowe: projekcję Pianistki zorganizowaną przez Kino Iluzjon w ramach cyklu „Ukryte. Psychoanalityczne spotkania filmowe” oraz Korponoc: Granice Wytrzymałości odbywającą się w ramach 10. Festiwalu Filmowego Pięć Smaków. Wszystkie filmy zrobiły na mnie ogromne wrażenie, więc o każdym postaram się kilka słów napisać.

Pianistka

Ten film może przytłaczać. Jednocześnie budzi podziw to, jak wszystkie sceny do siebie pasują. Składają się one w jedną spójną opowieść o skłonnościach do autodestrukcji, przyczyn których szukać można w dzieciństwie głównej bohaterki. Erika to wychowana bez ojca i przez kontrolującą matkę nauczycielka muzyki. Poznajemy ją w momencie, gdy zakochuje się w jednym ze swoich uczniów. Ta sytuacja dodatkowo komplikuje jej już i tak napięta relację z matką i uwalnia skrywane przez lata pragnienia Eriki. Film Hanekego jest pozycją da osób o mocnych nerwach, które nie boją się konfrontacji z mrocznymi zakamarkami ludzkiej natury. Powiedzieć, że mi się podobał będzie ciężko. Zapadł jednak w pamięć. Zwłaszcza dzięki długiej i ciekawej dyskusji po filmie.

Korponoc: Granice Wytrzymałości

W ramach maratonu obejrzałam trzy filmy nawiązujące do pracy i zebrane pod hasłem Granice Wytrzymałości. Pierwszy z nich – Atak serca – opowiada historię zapracowanego grafika-freelancera, który dla intratnych zleceń poświęca zdrowie nie sypiając i pracując ponad możliwości. Finalnie prowadzi go to do sytuacji bezpośrednio zagrażającej jego życiu. Nie wyobraża on sobie jednak innego sposobu funkcjonowania, więc gdy tylko jego stan się poprawia, wraca do dawnych nawyków. Pracoholizm to trudny temat, a w tym filmie pokazany został w dość nietypowy i momentami bardzo zabawny sposób.

W kolejnych filmach temat ujęty został w zgoła odmienny sposób. Miłość za sto jenów przedstawia rodzinną firmę, z udziału w tworzeniu której jedna z córek założycieli postanawia się wyłamać. Ichiko wyprowadza się i podejmuje pracę w sklepie a potem, pod wpływem trenujących nieopodal bokserów, postanawia wywrócić swoje życie do góry nogami i zacząć trenować boks. Zabawny i momentami zaskakujący film o wytrwałości i chęci zmiany na lepsze.

Z kolei Ostatni pociąg to historia zapracowanego managera z korporacji, który jadąc z córką w podróż natyka się na… apokalipsę zombie. Pociąg, którym podróżują bohaterowie staje się dla nich jedynym bezpiecznym miejscem. Choć i on nie na długo. Przy całej banalności pomysłu, film nie tylko wciąga, ale też pokazuje dylematy moralne, które pojawiają się w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia. I trzyma w napięciu, co przy tematyce filmu jest kluczowe. Jak filmów o zombie unikam, tak ten mi się podobał.

Planów brak

Tak najlepiej opisać mogę to jak wyobrażam sobie grudzień. Czytać będę nadal i to na co będę miała w danej chwili chęć. Coś też obejrzę. Może nawet w telewizji jeśli zaserwują nieznany mi film. Nie chcę planować mocno rozrywki. Wystarczy, że inne sprawy mam pod ścisłą kontrolą ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *