Tytuły #3

Tytuły #3

Trzecie rozdanie cyklu Tytuły literacko jest jeszcze skromniejsze niż poprzednie. Coraz bardziej przekonuję się o tym, że choć w sieci czytam niemało to liczba przeczytanych w miesiącu książek nie powala. Tytułów jest na tyle mało, że zdecydowałam się na jeden ważny krok w kontekście przyszłości cyklu. Ale zacznijmy od podsumowań.

Wielka trójka września

Trzy. Dokładnie tyle książek z czystym sumieniem wskazać mogę jako te przeczytane we wrześniu. Choć i tak jedna z nich jest „tą doczytywaną”.

Steve Jobs. Człowiek, który myślał inaczej – Karen Blumenthal

Obiecałam sobie, że będę czytać biografie znanych przedsiębiorców tuż po tym jak  przeczytałam autobiografię Richarda Bransona, którą w jednym ze swoich wpisów polecał Michał Maj, autor bloga Życie jest piękne. Od tamtej pory sięgnęłam już po książkę opowiadającą o Jeffie Bezosie i założeniu Amazona. Teraz nadszedł czas na pozycję opowiadającą o jednym z największych wizjonerów w świecie technologii. Postać Steve’a Jobsa od dawna wydawała mi się bardzo ciekawa mimo, iż posiadanie sprzętu Apple nadal jest dla mnie lekką rozrzutnością. To, co dostałam czytając książkę Bluementhal to nie tylko obszerna i dobrze opowiedziana historia powstania jednej z wiodących firm technologicznych, ale też swego rodzaju studium charakteru samego Jobsa. Autorka pokazała zarówno jego podejście do sfery zawodowej jak i  trudność w budowaniu relacji z rodziną. Czytanie o problemach, które dotykają „wielkich nazwisk” jest o tyle krzepiące, że pokazuje iż nie warto idealizować osób, które osiągają sukcesy. Zdecydowanie lepiej go docenić wyciągając wnioski ze sposobu działania tych osób i przenosząc zdobytą w ten sposób wiedzę na własne aktywności. Lektura biografii może być w tym przypadku bardzo pomocna i absolutnie warto było sięgnąć po tę dotyczącą właśnie Steve’a Jobsa.

Tożsamość Bourne’a – Robert Ludlum

Ostatnio złapałam się na tym, że zdarza mi się powieści traktować jako literaturę gorszego sortu, a czas poświęcony na ich czytanie uznawać za stracony. Bardzo nie lubię tych myśli i właśnie dlatego co jakiś czas czytam sobie coś lżejszego. Chcę udowodnić sobie, że potrzebuję takich pozycji by czasem zwyczajnie przy czytaniu się zrelaksować i zachować równowagę w czytelnictwie. Wszak może ono zarówno być rozrywką jak i spełniać funkcję edukacyjną. Wybór nieprzypadkowo padł na pierwszy tom cyklu o Bourne’ie. Akurat chwilę przede mną czytał go mój chłopak, a ja chciałam dotrzymać danej sobie po drugim obejrzeniu wszystkich filmów serii  obietnicy, że kiedyś sięgnę po książkę. Lepszej okazji na to znaleźć nie mogłam, a czytanie ułatwiło mi również to, że we wrześniu trochę czasu spędziłam sama w domu, ze względu na wyjazd drugiej połowy. Czas ten spędziłam bardzo intensywnie z powieścią Ludluma i był to czas poświęcony historii o bardzo dobrze skonstruowanej fabule, opowiedzianej w sposób, który utrudnia przerwanie lektury. Tak mi się podobało, że niebawem sięgam po kontynuację.

Siła nawyku – Charles Duhigg

Książka zdecydowanie warta uwagi, którą czytałam bardzo powoli by nie zgubić cennych informacji, które zawierała. Autor przekazuje wiedzę o powstawaniu nawyków w sposób bardzo przystępny, nierzadko ubierając ją we wciągające historie ilustrujące wspominane zależności. To  nie jest poradnik o tym  jak zmotywować się do działania poprzez zmianę swoich nawyków. To książka, które w przyjemny i prosty sposób wyjaśnia jak to zrobić, a przy okazji również na swój sposób bawi. Nietypowe podejście do naukowej strony nawyków to klucz do tego by zawartą w Sile nawyku treść zapamiętać. Dla mnie zakup tej książki to jedna z lepszych inwestycji w wiedzę o tym jak zmieniać swoje działanie.

Tytuły to również filmy

Od tego zestawienia w cyklu pojawiać się będą również tytuły filmów. Od książkowej listy różnić to będzie się jednym szczegółem – nie będę podawać wszystkich filmów, które widziałam. Skupię się przede wszystkim na polecaniu tego, co mi się szczególnie spodobało. Do wrześniowego zestawienia wybierałam spośród trzech obejrzanych filmów.

Boska Florence

Film o najgorszej śpiewaczce operowej w historii z Meryl Streep w roli głównej nie mógł być złym filmem. Wybrałam się na niego z polecenia wielu znajomych i absolutnie się nie zawiodłam. Boska Florence jest prześmieszną opowieścią o karierze Florence Foster Jenkins,  śpiewaczki cieszącej się ogromną popularnością mimo całkowitego braku talentu wokalnego. Historia jest nie tylko pełna dobrze skrojonych dowcipów, ale też spójna fabularnie na co zwracam ogromną uwagę. Meryl Streep natomiast wyczynia w tym filmie rzeczy tak niestworzone, że to po prostu trzeba zobaczyć.  W końcu śpiewać źle też trzeba umieć. Nie sposób nie docenić również towarzyszących jej przez większość filmu Hugh Granta i Simona Helberga grających męża i akompaniatora tytułowej Florence.  Ich postaci są napisane tak fantastycznie, że obserwowanie słownych potyczek całej trójki jest rozrywką z najwyższej półki. Jeżeli jeszcze nie widzieliście, koniecznie nadróbcie. Tylko nie kupujcie popcornu, bo salwy śmiechu są tu gwarantowane.

Październik będzie przełomowy?

Być może. Będzie pewnie nieco bogatszy w filmy, a to ze względu na Warszawski Festiwal Filmowy, na który mimo ograniczonego czasu znajdę chwilę. Będę też starała się znaleźć w swoim planie dnia miejsce na więcej lektury.  Nie wymienię teraz konkretnych pozycji, po które chciałabym sięgnąć, bo niezwykle trudno jest określać cele nie wiedząc dokładnie ile jest czasu na ich realizację. Co wpadnie mi w ręce w październiku na pewno pojawi się w podsumowaniu opublikowanym na początku listopada. Tu mogę obiecać, że publikacja listy nastąpi wcześniej niż ma to miejsce w przypadku tego tekstu. Przyczyny takiej sytuacji natomiast zdradzę w kolejnych wpisach, bo zmian u mnie sporo, a większość zdecydowanie na lepsze. A więc bądźcie gotowi na nowe i podzielcie się proszę w komentarzach tym, co Was ostatnio zachwyciło. Dobrymi kawałkami kultury trzeba się w końcu dzielić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *