emiliamaciejewska.pl

Fragmenty_stron_książki
Książka Tytuły

Tytuły #1

Skoro pisanie recenzji mi nie wychodzi będę robić skrót tego, co wpadło mi w moje czytelnicze ręce. Pierwszy miesiąc drugiej połowy to dobra okazja by zacząć, prawda? Lipcowe lektury omawiam dziś.

7 książek lipca

To czysty zbieg okoliczności że lista lektur z lipca liczy akurat siedem pozycji. Przypadkiem jest też ogromna liczba poradników jaką zawiera. Nie planowałam powrotu do swojego nawyku z wcześniejszych lat, kiedy jak gąbka chłonęłam każde „sto sposobów na”. Chęć zgłębienia tematu minimalizmu i uporządkowania spraw wzięła jednak gorę. Patrząc na tę listę postanawiam, że postaram się bardziej bardziej wyważyć to, co czytam tak by jednak dać sobie pole na odpoczynek przy lekturze, a nie tylko gonić inspiracje :) Kolejność książek zupełnie przypadkowa – żaden ranking the best of the best.

Uległość – Michel Houellebecq

Kiedy na początku roku spisywałam cele i podejmowałam różne postanowienia nie przegapiłam również tych czytelniczych i stworzyłam listę pisarzy, których twórczość chciałabym poznać. Houellebecq znalazł się na niej bardzo wysoko, więc gdy tylko zobaczyłam promocję Woblinka pozwalającą zakupic Uległość za 10zł, nie byłam w stanie sobie odmówić. I dobrze, bo to jedna z bardziej inspirujących lektur, na jakie ostatnio poświeciłam czas. Zawsze lubiłam bardziej, te książki które podejmowały tematykę przyszłości dając temu wyraz poprzez sięganie po science-fiction czy political fiction. Uległość to futurystyczna powieść wydana w roku, w którym dokonano zamachu na redakcję francuskiego Charlie Hebdo, pisana przez Francuza i traktująca o Francji przyszłości, w której do władzy dochodzą politycy islamscy. W środku akcji mamy profesora uczelni o dość swobodnym podejściu do życia i jego dylemat związany z zaistniałą sytuacją a pod nią ukrytą dyskusję na temat dogmatów w które wierzymy i o tym, czy warto oraz czy można trzymać się swoich ideałów. Pierwsze spotkanie z autorem udane, zakładam kolejne.

Slow life. Zwolnij i zacznij żyć – Joanna Glogaza

Dotychczas nie sięgałam po książki pisane przez blogerów. Poszukiwania informacji o minimalizmie zaprowadziły mnie jednak do zakupu Slow life. Samo czytanie było takim swojego rodzaju katharsis, pozwalało mi się zrelaksować i utwierdzić, że zmierzam w swoich działaniach w dobrym kierunku. Mam wrażenie, że to uczucie świadczy o tym, że książka nie była kierowana do mnie, a bardziej do osób, które gdzieś z balansem w życiu mają problem. Mimo początkowej inspiracji nie podjęłam się wykonywania ćwiczeń zawartych w każdym z rozdziałów. Nie jestem pewna czemu, ale obstawiam, że zadaniem tej pozycji było uświadomienie mi, że minimalizm w posiadaniu nie zawsze przekłada się na ten informacyjny i to jego właśnie zabrakło mi, gdy sięgałam po tę i inne książki traktujące o minimalizmie.

Minimalizm po polsku, czyli jak uczynić życie prostszym – Anna Mularczyk-Meyer

Kolejna pozycja o minimalizmie. Dowiedziałam się z niej nie tylko jak trudno niektórym jest pozbyć się rzeczy ale też zobaczylam minimalizm pozbawiony stereotypowego podejścia, że minimalista to biedak. Przyniosła mi ta książka przede wszystkim świadomość, że ja stan posiadania traktuję jako sprawę mocno drugorzędną, że bardziej skupiam się na funkcjach rzeczy niż na emocjonalnym aspekcie ich przynależności do mnie. I że to jest cholernie słuszne. Minimalizm może być we współczesnym polskim społeczeństwie postrzegany gdyż błędnie utożsamia się go z ascezą i chwilową modą na liczenie przedmiotów a opory przed redukcją stanu posiadania mogą mieć podłoże historyczne. Ich korzeni można szukać w przeszłości, gdy zauważalny był niedobór rzeczy. Tezą autorki jest to, że współczesność ten niedobór zniwelowała i już na tyle zachłysnęła się rzeczami, że potrzeba jej odmiany a nią może być tylko „moda na minimalizm”. Zgadzam się z nią w jednym, jest duża presja na posiadanie i to źle, że jest.

Minimalizm dla zaawansowanych – Anna Mularczyk-Meyer

Minimalizm dla zaawansowanych to książka stanowiąca rozwinięcie tematu minimalizmu. Jego oblicze ukazane zostało tu przez pryzmat wywiadów w osobami, które deklarują, że są minimalistami. Ciekawe historie o powodach dla których warto wybrać minimalizm jako drogę życia to jednak wszystko, co może zaproponować ta pozycja. Jest jeszcze podkreślenie ważności duchowości w naszym życiu rozumianej jako wiara w Boga. Z tym ostatnim niestety nie mogę się zgodzić, więc ciężko mi było utożsamić się z niektórymi bohaterami opowieści.

Działaj jak człowiek sukcesu – Steve Harvey

Z tą książka miałam podobny problem jak z Minimalizmem dla zaawansowanych. Aspekt religijny tak mocno był podkreślany przez autora, że znacznie przeszkadzało mi to w odbiorze tekstu. Nie wierzę w Boga, więc nie przemawiają do mnie argumenty o tym, że motywujące do osiągania sukcesu może być to, że pomyślę iż realizując to, co sobie postanawiam robię to, bo siłą wyższa dała mi pewne narzędzia, z których nie korzystanie jest marnotrawstwem. Tym bardziej nie przekonuje mnie myślenie o sobie w kontekście posiadacza daru, który muszę odkryć w życiu i realizować. Wszystko to okraszone jest to wieloma hasłami rodem z coachingowych magazynów. To chyba największe z moich zakupowych rozczarowań. Liczyłam zdecydowanie na więcej a zwłaszcza na mocną historię i narzędziowe podejście do osiągania sukcesu.

Jesteś startupem – Reid Hoffman & Ben Casnocha

Książka wędrująca, którą zgarnęłam od koleżanki z myślą o swojej karierze zawodowej, która pokazała mi nietypowe spojrzenie na jej kształtowanie. Rozważanie siebie i swojej kariery w kontekście start-upu nie jest wcale takim złym punktem wyjścia patrząc na to w jakim tempie następują zmiany we współczesnym świecie. Podejście to wszystko co ta książka miała mi do zaoferowania, gdyż mam już dość mocno sprecyzowane pojecie o tym, czego potrzebuję a jedynie brak mi było pewności, czy czegoś jeszcze nie przegapiłam. Teraz ja już mam. Ją oraz wiedzę, że nie potrzebuję żadnych magicznych narzędzi by osiągać, co chcę. A już na pewno zacząć.

Rok 1984 – George Orwell

Po powieść tą sięgnęłam dopiero niedawno. Polecono mi ją jako spełnienie jednego z wyzwań na liście książek do przeczytania w tym roku („W tytule występuje liczba”). Rok 1984 to najstraszniejsza wizja przyszłości jaką dane mi było poznać w literaturze. Świat kreowany przez Orwella to nie tylko rzeczywistość, gdzie panuje permanentna inwigilacja jednostki, ale też ukazanie łatwości z jaką ludźmi można manipulować i z jaką manipulacji tej potrafią oni ulegać. Świat w którym żyje bohater powieści jest karykaturalnie nienaturalny a jednocześnie przerażający. Dla mnie mistrzostwo i pozycja skłaniająca do refleksji gdzie są granice wpływu i jak wygląda prawdziwa wolność.

Kolejny wpis za miesiąc

Szykuje mi się urlop, więc pewnie w przerwie od wędrówek poczytam w pięknej scenerii. Zawsze też czytam w komunikacji. Na celowniku mam przede wszystkim tytuły nominowane do tegorocznej Nagrody im. Janusza Zajdla (by móc wreszcie pełnoprawnie głosować na Polconie!) oraz powieści, które dawno obiecałam sobie przeczytać. Gorzej, że są głownie w papierze a chcę się bardzo minimalistycznie spakować. Coś trzeba będzie wymyślić.
A jak Wasze czytanie teraz wygląda? Polećcie coś ciekawego w komentarzach :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *