Tribute to Podróże

Tribute to Podróże

Mówi się, że podróże kształcą. Jacek Walkiewicz w swoim wystąpieniu Pełna moc możliwości dodaje, że tylko wykształconych. Po wyprawie do Wiednia muszę powiedzieć, że mocno się z nim w tym zgadzam. 

Ten wpis będzie trochę o tym jak minął mi pierwszy zagraniczny trip i jakich ludzi podczas podróży spotkałam. Nie wykluczone, że wspomnę iż stolica jest już dla mnie inna oraz że kocham Austriaków. Pewnie też oberwie się wyajzdom zorganizowanym. Zresztą, nie będę więcej spojlerować – przeczytajcie sami.

Wiedeń mnie zachwycił

To miasto jest przepiękne. Krajobraz stanowią głównie niskie, otoczone zielenią zabytkowe budynki. Mimo to, w  kompozycji tej oprócz urokliwych uliczek z ukrytymi kawiarniami znajdują się też straszące z każdego niemal większego węzła komunikacyjnego budki z fast foodem. Gdy dowiedziałam się, że to typowe dla lokalnych by żywić się takim jedzeniem, byłam zdziwiona. Niemniej nie przyćmiło to ogólnego pozytywnego wrażenia, na które zapracowały inne miejsca i pozytywnie nastawieni do życia mieszkańcy stolicy Austrii. Spacer po mieście, zwłaszcza po parkach przy dobrej pogodzie, był czystą przyjemnością. Zwłaszcza, że główne punkty turystycznego szlaku są bardzo dobrze skomunikowane. W Wiedniu jest aż 5 linii metra a samo centrum dodatkowo otacza gęsta sieć tramwajów, więc w nawet nieco dalej położone miejsca – takie jak Gasometer – można się relatywnie szybko dostać. Niestety, gdy trafiamy do tych  najbardziej turystycznych lokacji do głosu dochodzi też wiele przejawów masowej turystyki.

Galerie zaliczane są turystów

Jeszcze nie tak dawno w muzeach spotykałam ludzi oglądających sztukę. Mój osąd opiera się na obserwacjach poczynionych przy okazji spacerów po Muzeum Historii Sztuki i Albertinie. Wtedy po raz pierwszy zauważyłam, że wiele osób „przebiega” przez te miejsca, po drodze robiąc zdjęcia smartfonem i głośno gadając. I niestety nie było to zachowanie charakterystyczne jedynie dla znudzonych wymysłami nauczyciela austriackich uczniów. Jedna z dość zaawansowanych w latach turystek poprosiła mnie nawet bym odeszła od obrazu, żeby móc zrobić lepsze zdjęcie. Zirytowało mnie to. I choć nie jestem z tych, którzy walczą zawsze gdy czują, że mają rację, zrobiło mi się przykro, że nie mogę w spokoju podziwiać malarstwa impresjonistów. Nigdy tego chyba nie zrozumiem. Bo choć wszystko co zobaczyłam bardzo mi się podobało – zwłaszcza wystawa prac Egona Schiele, którego dotychczas nie znałam – to w pewnym momencie miałam dość właśnie przez to jak zachowywali się ludzie. A muzea kojarzyły mi się z miejscami zadumy.

Nie mamy czasu na spokojne podróże?

Zagadką dla mnie pozostaje dlaczego ludzie tworzą niedorzecznie długie listy miejsc do obejrzenia i chcą nastawiają się na bardzo obfite w atrakcje podróże. Czy FoMO aż tak im doskwiera, że obawiają się pozwolić sobie na poznawanie nowego miejsca we własnym tempie? A może jest to wyścig, w którym stawką jest najlepsza fotka na Instagram czy najzabawniejszy snap? Czymkolwiek jest ten Święty Graal ja wypisuję się z poszukiwań. Podróżowanie nie może być diabelskim młynem po przejażdżce na którym jest nam niedobrze. Zasadę „Teraz,szybko, zanim dotrze do nas, że bez sensu” pozostawię na Madagaskarze. Przecież dziś jest tak łatwo wszędzie się dostać, że w niemal każde miejsce da się wrócić. Ale nie każdy potrafi wybierać i znaleźć spokój w minimalizmie.

„Zatrzymajmy się na chwilę…

…zobaczmy co Wiedeń może nam zaoferować, a czego w przewodniku nie ma”. Tak w końcu sobie pomyśleliśmy. Pokus turystycznych było wiele, kilku ulegliśmy, ale ostatnie dwa dni to były bardzo luźne wyprawy w miasto. Czy czegoś nie widzieliśmy? Oczywiście, że tak. Czy coś jeszcze mogliśmy odpuścić, żeby czuć się lepiej? Pewnie tak. W końcu doszliśmy do wniosku, że chcąc odpocząć i w pełni skorzystać z dostępnych atrakcji nie możemy pędzić. Na to szkoda zarówno sił jak i pieniędzy. Nie na wszystko jesteśmy gotowi a czasem plany zrujnować może tak banalna kwestia jak pogoda czy zbyt wysoka temperatura w przepełnionej galerii. Można na każdą zmianę narzekać, można zatrzymać się i zastanowić co chcemy – i co możemy – z tym zrobić.

Warto spróbować tak luźnego podejścia do poznawania nowych miejsc. Takie podróże to ja rozumiem! I bardzo lubię

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *