emiliamaciejewska.pl

Film W wolnym czasie

Mały Ksiażę dorasta

Jeden z filmów który oprócz rozrywki przyniósł ze sobą okazję do zastanowienia. Obejrzałam go już dość dawno ale powrócił jeszcze echem podczas grania w gry o tym samym tytule.

Historia dobrze znana może być rozszerzana

Małego Księcia zna niemal każdy. Opowieść o piloci, który spotyka niezwykłego chłopca to literacka perełka, która pozwala  nie tylko przeżyć niesamowitą przygodę, ale też zastanowić się nad problemami z którymi spotyka się jej młody bohater. W filmowej adaptacji natomiast oprócz tej opowieści otrzymujemy jeszcze wyższy stopień „incepcji”, bo pilota poznaje mała dziewczynka idealnie reprezentująca współczesne dziecko rodziców – pracowniku korporacji. Pozornie skierowana jedynie do dzieci animacja ma więc w sobie kilka aspektów, które przykują uwagę dorosłego. Świat korporacji, życie w niepełnej rodzinie czy próby sprostania wymaganiom otoczenia – to tylko niektóre tematy poruszane w filmie. Niewątpliwie ciekawe rozszerzenie „klasyka”. Zazwyczaj adaptacje są ryzykowne. Tym razem ryzyko się opłaciło.

Te efekty wizualne

Wizualna strona filmu stoi wysokim poziomie. Przyjemnie patrzy się na tak ze smakiem dopracowane widowisko animowane. Wykorzystanie ilustracji z oryginalnej powieści pokazuje, że autorzy przyłożyli się do zadania jakie przed sobą postawili. Urzekła mnie staranność wykonania tego aspektu filmu. Podobnie było w przypadku gry bazującej na tej produkcji, w którą miałam okazję zagrać podczas Avangardy X.

Choć jest ona ewidentnie przygotowana dla młodszego gracza dorośli też zagrają w niż z przyjemnością. Cel jest prosty – trzeba dotrzeć samolotem z domu pilota do gwiazd. Przemieszczając się za pomocą kart należy zdobyć jak najwięcej gwiazd. Posiadacz największej ich liczby wygrywa. Dla mnie zbyt mały poziom złożoności zasad, ale to nie wada tylko cecha charakterystyczna.

IMAG0050
Tak wygląda plansza Małego Księcia w filmowej jego wersji.

Po co to wszystko?

Przypomnieć to, co wszyscy lubią i zarobić na sentymencie. Trochę tak odbieram powstanie tej produkcji. Niewątpliwie jednak tym razem twórcy otrzymają wynagrodzenie za dzieło zachwycające wizualnie i wnoszące coś nowego do oryginalnej historii. Smutno jednak, że trend odświeżania  dawnych hitów nie przemija.

Film polecam fanom powieści i rodzicom dzieci – jest to miła odmiana od ostatnich animacji dla najmłodszych, z których nie wszystkie mogły się pochwalić czymś więcej niż sprawnym wykonaniem i momentami żenującym humorem. Gry natomiast nie polecam. Zdecydowanie lepszym wyborem jest zakup „wersji książkowej”, czyli tej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *