Idzie wiosna

Idzie wiosna

Wraz z nią nadchodzi czas porządków. Już w minionym miesiącu wpadłam w wir sprzątania. I nie było to zwykłe ścieranie kurzy tam, gdzie już naprawdę trzeba to zrobić. Wyniosłam całkiem sporo rzeczy – wiele dokumentów i wszelkiego rodzaju ulotek czy biletów, sporo biżuterii, ubrań i innych z sentymentu trzymanych po kątach bibelotów. I czuję się naprawdę świetnie.

Historia jednej książki (dość długa)

Wszystko zaczęło się znalezienia bloga Simplicite, na który trafiłam przez zdjęcie koleżanki na Instagramie. Podczas lektury przypomniał mi się tytuł książki, której recenzję kiedyś czytałam. Zachęcona wpisami i uzbrojona w tytuł ruszyłam do Empiku. Nie znalazłam co prawda tego, po co przyszłam, ale wyszłam z Magią Sprzątania autorstwa Marie Kondo.

To był przełom. Ta książka to prawdziwy radar na problemy z pozoru ze sprzątaniem w żaden sposób niezwiązane. Nie jest to poradnik jak zostać perfekcyjną panią domu. Nie znajdziecie tam rad jak skutecznie wyczyścić srebro czy stu sposobów na komfortowe ułożenie materiałów biurowych w szufladzie. Dostaniecie natomiast wskazówki jak spośród posiadanych przez siebie rzeczy wybrać te, których naprawdę potrzebujecie. Albo raczej – jak pisze autorka – rzeczy, które sprawiają Wam radość. Biorąc książkę z półki nie sądziłam, że będzie mi się ja tak przyjemnie czytało. Spodziewałam się właśnie klasycznego poradnika będącego zbiorem rad jak uporać się z nadmiarem rzeczy, który od jakiegoś czasu mnie przytłaczał. Do tego stopnia, że zaczęły być one niemal moim wrogiem a ogromny spokój odczuwałam tylko wtedy, gdy udało mi się je ułożyć w szafkach poza zasięgiem wzroku. To jak się okazało podstawowy błąd osób, które chcą zachować porządek. Bo tym, co w pływa na porządek  jest nie doskonałe opanowanie metod magazynowania rzeczy, a redukcja ich liczby do poziomu, przy którym każda z tych „lubianych” ma swoje miejsce i – co ważne – zawsze na nie trafia po tym jak zostanie użyta. Niby nic odkrywczego, ale nie zdawałam sobie sprawy jak wiele rzeczy trzymałam z przyzwyczajenia albo dlatego, że „kiedyś się przydadzą”. Nie. Nie przydadzą mi się te za duże ciuchy, których od ponad dwóch lat nie zaniosłam do krawca żeby je zwęzić. Ani te plakaty wydarzeń z 2012 roku, które tak naprawdę niezbyt mi się podobają. W momencie, w którym uświadomiłam sobie, że trzymam te rzeczy by pamiętać o osobach, które są z nimi związane poczułam, że mogę je bez straty wyrzucić. O to własnie im (tak, rzeczom) chodziło. Żebym dotarła do momentu, w którym wspomnę to jak mi towarzyszyły i się z nimi pożegnam.

To trochę zakręcone podejście propaguje autorka książki. Każda rzecz w naszym życiu ma według niej swoją rolę. Na początku taki sposób myślenia o rzeczach – traktowania ich jako bytów z uczuciami, którym winni jesteśmy wdzięczność za ich służbę – wydawała mi się śmieszna, ale, cholera, coś w tym jest. Przypominanie sobie wszystkich chwil związanych z rzeczami, które zgromadziłam nie tylko było ciekawym doświadczeniem, ale też uświadomiło mi jak wiele się już w moim życiu wydarzyło. Jakkolwiek poważnie by to nie brzmiało – spróbujcie z marszu przypomnieć sobie co robiliście np. 30 marca 2001 roku. Nie wiecie? No właśnie. Mając już tę wiedzę o rzeczach, które zgromadziłam postanowiłam część z nich zdigitalizować. To był kolejny błąd, o którym Kondo wspominała. W tej sytuacji nadal gromadzimy tylko nie w formie fizycznej, a bajtów w pamięci telefonu czy komputera. I dalej te biedne rzeczy są uwięzione a my odczuwamy ich ciężar. Szybko mi się robienie zdjęć plakatów znudziło a lektura pamiętnika sprzed studiów zażenowała. A więc zasada jest prosta – bierzemy rzecz do ręki i zastanawiamy się czy sprawia nam ona radość. Jeśli nie, pozbywamy się jej. Autorka podpowiada nam również jakie „rodzaje” rzeczy są łatwiejsze do selekcji a więc od których powinniśmy zacząć. Proste? Przekonajmy się!

Sprzątanie czas zacząć

Czy wspominałam już, że nie zdawałam sobie sprawy z tego ile bibelotów nagromadziłam? W dwóch mieszkaniach, a więc podwójny problem. Kolejną trudnością była babcia, od której nauczyłam się że „to wszystko się przecież przyda”. I która przy sprzątaniu pokoju w rodzinnym domu stała na straży każdego drobiazgu, który chciałam wyrzucić. Oj nie, babciu. Jak nie używam danej rzeczy to jest ona zwykłym śmieciem. Przyda się być może komuś innemu, ale jeśli tego kogoś nie znam idzie do kosza. Trudne były te porządki w domu rodzinnym, ale ich dokonałam. W domu obecnym są na finiszu. Przede mną jeszcze sporządzenie list rzeczy, które naprawdę trudno mi wyrzucić – książek, płyt, filmów i kaset magnetofonowych. Mówię tu tylko o oryginalnych, legalnie zakupionych nośnikach czy egzemplarzach. Zwłaszcza do książek posiadam ogromny szacunek i nie wyobrażam sobie wrzucania ich do kontenera czy też zachowywania wybranych stron jak proponuje autorka. Jednocześnie wiem, że do żadnej z tych rzeczy raczej nie wrócę i nie będzie mi ich brakować, gdy znikną. Tak sobie tę listę obiecuję, ale jednocześnie pilnuję się by nie kupować rzeczy z tej kategorii. Choć tyle mogę w swoim zabieganiu na początek. Walczę z jednym ze zjawisk o których autorka wspomina, ale jestem jednocześnie świadoma, że radość sprawi mi tylko moment, w którym te rzeczy oddam. Niniejszym zobowiązuje się w kwietniu dokonać spisu. Postanowiłam mieć mniej i się tego trzymam. Wyrzucanie zbędnych rzeczy przyniosło mi spokój i dobre samopoczucie, przywróciło wiarę w to, że potrafię kontrolować swoją przestrzeń. Porządek wokół to porządek w głowie. Jakoś tak. Do wiosennych porządków zachęcam, a książkę z czystym sumieniem polecam tym, którzy chcą zrozumieć co znaczą dla nich rzeczy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *